W samorządach trudno będzie o nowe twarze

dodano: 16.09.2010

W wielu miastach karty na najwyższych szczeblach władzy zostały już rozdane. Sondażowe badania wskazują, że na podobnie jest w mniejszych miejscowościach i aż 70 procent obecnych samorządowców może liczyć na reelekcję. Czy czekają nas zatem najnudniejsze wybory w ostatnich latach? – Niekoniecznie. Im mniej miejsca, tym ciężej trzeba walczyć o swoje – mówią politolodzy. A walczyć będzie komu, bo wybory samorządowe, bardziej niż jakiekolwiek inne, faworyzują tych najmniejszych.

W samorządach trudno będzie o nowe twarze
Fot. PAPW tych wyborach wygra wielu?

Tę regułę potwierdzają nie tylko wyniki wyborów samorządowych sprzed czterech lat, ale i wyniki najnowszych sondaży. W sierpniu (badanie CBOS) ponad połowa Polaków chciała głosować na tych kandydatów do rad gmin i miast, którzy nie są związani z żadną partią. 48 procent badanych deklarowało, że na wójta, burmistrza i prezydenta też wybierze bezpartyjnych. – Polacy są coraz bardziej świadomi tego, że wybory samorządowe to nie wybory prezydenckie, czy parlamentarne i dlatego nie głosują na partię a ludzi, których kojarzą z sąsiedztwa. Jednego pamiętają ze spółdzielni mieszkaniowej, innego z tego, że wywalczył czystsze chodniki przed blokiem. Czasami tylko tyle wystarczy – tłumaczy politolog Irena Pańków z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, która zajmuje się m.in. problematyką demokracji lokalnej.Jej ocena, że w najbliższych wyborach około 70 albo nawet 80 procent samorządowców działających dziś na najniższych szczeblach może liczyć na reelekcję, także ma swoje poparcie w wynikach sondażowych. W tym samym badaniu CBOS-u aż 68 procent ankietowanych przyznało, że obecnym władzom swojego miasta i gminy nie mają nic do zarzucenia. – A to powoduje, że w radach i sejmikach zostanie niewiele miejsca dla nowych. To z kolei może zaostrzyć i ubarwić kampanię, która już w przeszłości bywała przy okazji wyborów samorządowych bardziej „radosną twórczością” niezwiązaną tak mocno z rygorami partyjnych liderów – ocenia Pańków.Liderzy już kalkulują i zastanawiają się gdzie rzucić więcej sił, a gdzie spasować. – Wiedzą, gdzie są osoby nie do pobicia, a gdzie pobić kogoś się jeszcze może udać. Pola do działania mają niewiele i dlatego muszą kombinować jeśli chcą, by wyniki wyborów kogoś zaskoczyły – uważa politolog Instytutu Studiów Politycznych PAN. „Chłodna kalkulacja” partyjnych liderów to słowa często powtarzane także przez dr. Marcina Zaborskiego, politologa UKSW, specjalisty od marketingu politycznego. – Tu sondaże poparcia dla ich partii nie mają aż tak wielkiego znaczenia. W 2006 roku wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w 80 procentach wybrano spośród przedstawicieli komitetów lokalnych. Trafiło do nich także ponad 70 procent mandatów w radach gmin i 40 procent w radach powiatów. Z kretesem komitety lokalne przegrały tylko w sejmikach wojewódzkich – przypomina Zaborski. W tym roku ma być podobnie.

Oceń news:
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Podpis / Pseudonim

Treść komentarza

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Prosimy o kulturalną dyskusję. Cały regulamin tutaj.