zamosc.tv

OMLT w Moqurze

dodano: 07.04.2011

Zespół doradczo-szkoleniowy OMLT4 (Operational Mentoring and Liaison Team) stacjonuje w bazie Warrior. Operuje w dystrykcie Gelan i Moqur. Na co dzień żołnierze doradcy współpracują z 2 kandakiem (batalionem) ANA dowodzonym przez ppłk Taza Gul.
Baza 2 kandaku mieści się w Moqurze na miejscu dawnego brytyjskiego fortu, po którym pozostały już tylko resztki murów obronnych oraz piękny, lecz zniszczony budynek, w którym onegdaj mieściła się willa brytyjskiego gubernatora. – Takich starych fortów jest w okolicy więcej. Brytyjczycy mieli dobre rozeznanie, budowali swe forty w miejscach ważnych strategicznie. – zauważa ppłk Artur Łagoda, dowódca OMLT4. – Baza Warrior również została ulokowana na miejscu starego brytyjskiego fortu. – dodaje pułkownik.
Żołnierze OMLT4 zajmują się współpracą z żołnierzami ANA, szkoleniem kadry oficerskiej i podoficerskiej. – Aby można było rozpocząć naszą pracę należało wcześniej ustalić poziom wyszkolenia żołnierzy afgańskich oraz obszary, w których potrzebują od nas pomocy. – tłumaczy dalej ppłk Łagoda.
Polscy żołnierze z OMLT4 niemal każdego dnia opuszczają bramy bazy Warrior i udają się do oddalonego o 20 kilometrów Moquru by tam obserwować i doradzać oraz organizować kursy i szkolenia dla swych afgańskich kolegów z ANA. Poza szkoleniem na miejscu w bazie doradcy uczestniczą również we wszystkich wspólnych operacjach. – Pomagamy w planowaniu operacji. Następnie koordynujemy współdziałanie ANA i Zgrupowania Bojowego Bravo. Finalnym elementem naszej pracy jest udział w samej operacji, podczas której doradzamy naszym afgańskim kolegom. Po każdej operacji oczywiście omawiamy sposób jej realizacji tak, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. – tłumaczy kpt. Piotr Sochan, doradca 4 kompanii ANA.
Polscy mentorzy podkreślają, że Afgańczycy to odważni i zdeterminowani żołnierze, którzy jednak szanują ludzi twardych i równie odważnych. – Nie można pokazywać strachu tego, że się człowiek boi. Ponadto liczy się u nich stopień i pozycja. Nawet, jeśli masz odpowiedni stopień, a wycofasz się w obliczu przeciwnika to w ich oczach stracisz wszystko. – wyjaśnia por. Marcin Wdowiak, doradca.

W każdy czwartek zespól OMLT4 nadzoruje proces planowania przedsięwzięć na kolejny tydzień. – Nadzorujemy planowanie na kolejny tydzień konkretnych misji, patroli i operacji. – wyjaśnia ppłk Artur Łagoda, dowódca OMLT4.
Doradcy z OMLT4 dla żołnierzy afgańskich organizują różne kursy, szkolenia tak, aby przygotować żołnierzy ppłk Taza Gula do samodzielnego przejęcia odpowiedzialności za swój kraj. – Organizujemy szkolenia czytania mapy, uczymy ich topografii i korzystania z GPS, podczas zajęć ze szkolenia ogniowego uczymy żołnierzy ANA właściwego sposobu celowania oraz zasad prowadzenia ognia. Zorganizowaliśmy na terenie bazy nawet strzelnicę, której tu wcześniej nie było. – wyjaśnia ppłk Łagoda.
Już niedługo, na kolejnej zmianie polscy mentorzy będą nie tylko dojeżdżać do kolegów z kandaku, ale również baza Moqur stanie się ich miejscem służby. Polacy zamieszkają w budowanych specjalnie dla nich drewnianych domkach (bichatach), by stale być na miejscu.
Centralnym punktem afgańskiej bazy w Moqurze jest willa brytyjskiego gubernatora, dwupiętrowy, piękny i okazały, choć bardzo zniszczony budynek. Na parterze w jednym z pomieszczeń mieści się kuchnia. Kucharze w osmolonym wnętrzu, w którym na otwartych paleniskach, w gryzącym dymie bez żadnego szybu wentylacyjnego, każdego dnia gotują strawę dla afgańskich żołnierzy.
W podziemnych ceglanych piwnicach (karezach), pozostałości po angielskich żołnierzach, urządzono tu pralnię. Do pralni prowadzą kamienne schody. Płynie tam strumień z bieżącą wodą, w którym żołnierze, korzystając jedynie z małych świetlików w stropie piwnic piorą swe mundury. Uprane mundury suszą się na gałęziach pobliskich drzew.
Afgańscy żołnierze mieszkają bądź w glinianych budynkach bądź też w nowych kontenerach, w większości ogrzewanych jednak jeszcze "kozami". Jeden z oficerów przekonuje, iż niebawem pozostali afgańscy żołnierze przeniosą się do kontenerów.
Dowódca afgańskiego kandaku ppłk Taza Gul uważa, że ma dobrze przygotowanych żołnierzy, ale brakuje mu odpowiedniego sprzętu, aby przejąć zadań od sił ISAF. Odpowiedzialnością za problemy i niepokoje w Afganistanie obarcza sąsiadów Iran i Pakistan, gdzie ukrywają się i szkolą rebelianci. Jednak kończąc rozmowę przekonuje - Możecie wracać do kraju i odpocząć, a my będziemy dalej ramie w ramie walczyć z waszymi następcami o spokój w południowej części prowincji Ghazni.

Tekst i zdjęcia: kpt. Artur Pinkowski

Oceń news:
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Podpis / Pseudonim

Treść komentarza

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Prosimy o kulturalną dyskusję. Cały regulamin tutaj.