zamosc.tv

Giro na patrolu

dodano: 29.06.2011

„Staramy się zwracać uwagę na wszystkie szczegóły, na to, co odbiega od normy. Na przykład zbyt duży spokój w którejś wiosce lub dziwnie wzmożony ruch może być dla nas sygnałem, że coś jest nie tak” – powiedział dowódca 1. plutonu 1. kompanii Zgrupowania Bojowego Bravo (ZBB) chor. Witold Stelmach.
1. pluton 1. kompanii ZBB stacjonuje w niewielkiej bazie Polskiego Kontyngentu Wojskowego (PKW) znajdującej się w południowej części prowincji Ghazni, Giro. 28 czerwca 2011 roku pluton otrzymał zadanie wykonać patrol na trasie pomiędzy wioskami Gusfand, Ludian, Babakr i Panah. Przy drodze patrolu znajdowała się też miejscowość Mush Khel, na którą Polacy z Giro zawsze zwracają baczniejszą uwagę. „Z tej wioski kilkakrotnie spadły na nas pociski moździerzowe., Wiemy, że czasami jest ona wykorzystywana przez rebeliantów, którzy podają się za zwykłych mieszkańców. To utrudnia ich identyfikację” – dodał chor. Stelmach.

foto: ppor. Anna Wisłocka

Patrol wyruszył wcześnie rano. Wyjeżdżają o różnych porach, aby nie tworzyć schematów i tym samym nie dawać wskazówek rebeliantom. Mimo wczesnej pory za Rosomakami unosiły się tumany kurzu. „Czasami widzę tylko antenę wozu jadącego przede mną, wtedy lepiej się zatrzymać i chwilę odczekać, aż widoczność się poprawi. Bardzo pomaga też dowódca załogi, który z wieży widzi lepiej i mówi o przeszkodach, uskokach terenu, jeśli takie się pojawiają” – powiedział kierowca transportera st. szer. Sławomir Lewicki.
Zadaniem patrolu było rozpoznanie dróg dojazdu do poszczególnych miejscowości, a także zaznaczenie obecności wojsk koalicyjnych w strefie odpowiedzialności. Dzięki temu mieszkańcy mają świadomość, że nie są pozostawieni samym sobie, a rebelianci nie mogą czuć się bezkarni. Przy wiosce Ludian został zorganizowany tymczasowy punkt kontrolny. Pozwoliło to dokładnie zaobserwować zachowanie mieszkańców. „Dym wydobywający się z kalat lub pasterze pospiesznie oddalający się z pola mogą oznaczać, że w pobliżu wioski, lub wewnątrz niej znajdują się rebelianci.”- zaznaczył pomocnik dowódcy plutonu plut. Jarosław Opałka. Tego dnia jednak wyglądało na to, że wioska dopiero się budzi i nic nie zakłóca normalnego rytmu dnia.
Również miejscowość Panah żołnierze z Bravo przemierzyli na pieszo. W ubogiej i mocno zniszczonej wiosce mieszkańcy spokojnie rozpoczynali swój dzień przyjmując obecność wojsk koalicyjnych i ich ciężkich pojazdów jako coś naturalnego.
Kiedy patrol zbliża się do miejsc wzbudzających podejrzenia dowódcy, przewężeń, wjazdów do miejscowości itp., do akcji wchodzą saperzy. Na sygnał dowódcy opuszczają wozy i razem z kilkoma żołnierzami piechoty, szukającymi w odległości ewentualnych odciągów, sprawdzają podejrzane miejsca. „Zdarzyło się, że podczas jednego patrolu musieliśmy sprawdzić około dziesięciu miejsc. Przy tylu wyjściach jesteśmy zmęczeni, ale musimy zachować odpowiednią czujność, bo w tych rejonach dość często znajdujemy improwizowane ładunki wybuchowe bądź stare niewybuchy.” – podkreślił st. szer. Grzegorz Wachowski.
Po kilku godzinach kolumna Rosomaków wróciła do bazy. W sam raz, aby zdążyć na późne śniadanie i chwilę odpocząć przed kolejnym patrolem, który tego dnia został zaplanowany na popołudnie.
W bazie PKW Giro stacjonują przede wszystkim żołnierze 1. Batalionu Ziemi Rzeszowskiej z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza. Uzupełniają ich żołnierze z pozostałych jednostek „Czarnej Dywizji”, saperzy z 1. Brygady Saperów z Brzegu, żołnierze z Centralnej Grupy Wsparcia Współpracy Cywilno-Wojskowej z Kielc oraz z jednostek Żandarmerii Wojskowej.

Tekst ppor. Anna Wisłocka  

Oceń news:
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Podpis / Pseudonim

Treść komentarza

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Prosimy o kulturalną dyskusję. Cały regulamin tutaj.